Czyli wojskowy materac na tarasik, podusie pod głowę i wchodzę w błogostan. Nie może być inaczej gdy pachnie żubrówka pogubiona po sianokosach, obok stoją wiadra po melasie, która nastawiona w beczkach leniwie dochodzi. Słoneczko przygrzewa, chwilami za mocno nawet. Odlot
I pomalutku kap, kap pada coraz mocniej... Też to lubię. Te rozterki, czy już się zwijać, czy przestanie? Ale jak zaczęło ze mnie spływać jak -z tfu!- kaczki, to się zebrałem z materacem. Ale nie ma tego złego - poczyniłem nastaw kolejny, wymyłem sprzęt po słodzie, bo srebrnego nalotu aż grubo było, pierścienie Białeckiego w kwasek. na fotce materac już zrolowany.